Hej wszystkim!
Wiem. Będę dzisiaj do znudzenia. Pewnie macie już serdecznie dosyć tematu szkoły, przedszkola, pierwszego płaczu i innych tego typu podobnych historii, które sama już w tym tygodniu słyszałam 567 razy, a sama opowiadałam swoje doświadczenia i swoją historię 487 razy.
Nie.
Nie liczyłam ;)
Ale jeszcze Wam powiem moje wirtualne koleżanki 488 raz, jak się zaczęła nasza przedszkolna przygoda. Pierwsze dni dziewczyny za nami, chociaż na początku nie było, aż tak źle jak się spodziewałam po opowieściach innych mam, to sama byłam zaskoczona własną reakcją na zostawienie mojego największego skarba, tak na serio obcym jeszcze, ale godnym zaufania ludziom. Jeszcze w środku w przedszkolu jakoś się trzymałam, ale jak tylko wsiadłam do auta to polały się potoki łez i rozpaczy.
Jak to?????
Przecież dopiero co się urodziła...łeee dopiero co była w brzuchu.
A teraz już dzielnie zaczyna iść przez ten świat, niekoniecznie uczepiona moich spodni czy spódnicy. Pozna inne dzieci, pozna innych ludzi. Matko jakie matki są głupie stworzenia.
Ojej.
Przepraszam jeśli Was obrażam. Jesteśmy wspaniałe, ale tak bardzo kochamy swoje dzieci, że czasem to aż do wariacji... To była wariacja to moje beczenie w aucie pod przedszkolem :))
Na szczęście tylko ten pierwszy dzień tak miałam. Nie martwcie się. Nie płakałam już później, byłam dzielna. Zosia jeszcze bardziej dzielna, bo dzisiaj mija drugi tydzień i wchodzi na salę bez żadnego zapłakania. Dzisiaj nawet jak tylko otwarły się drzwi pobiegła od razu do swojej Pani. To mi dało znak, że chyba musi być dla niej dobra i naprawdę fajna ta Pani Iza :))
Zostawiam Wam kilka zdjęć. Plecak naszego przedszkolaka, nowe buciki na jesienne spacery.
A jak tam u Was? Czy ktoś też w tym roku przeżywa to samo co my?
Pozdrawiam Was ciepło!
Ooo... Peppa nam oczywiście bardzo pomaga. Każdego dnia chodzi z nami do przedszkola!





