Witaj u mnie!
Witam Was wszystkich bardzo wiosennie!

cieplutko za oknem, słonko świeci. Widzieliście zaćmienie słońca? Ja widziałam! 
Zresztą... nawet bez specjalnego sprzętu do bezpiecznego patrzenia w słońce chyba ten fakt był nie do ominięcia. Jeszcze teraz kiedy piszę ten post za oknem świat wygląda jak przez przeciwsłoneczne okulary. Tak jakoś niby słonecznie, a jednak mrocznie. Filmy z końcem świata mi przychodzą do głowy jak się na to patrzy. 

Na szczęście się nie zapowiada, wręcz przeciwnie. Świat budzi się do życia, a dzisiaj pierwszy dzień astronomicznej wiosny. Drzewa wypuszczają pierwsze pąki, kwiaty przebijają się przez zeszłoroczne zasuszone liście, a okna zaczynają błyszczeć. Wszyscy biorą się za wiosenne porządki, słychać w oddali trzepanie dywanów i wycie odkurzaczy ( przynajmniej u mnie na osiedlu :) ) Sama zwinęłam już dywan i jutro czeka go wycieczka do pralni. Jednak jasny dywan w domu z  dzieckiem wymaga szczególnej uwagi :) 

Lada moment wielkanocne święta.  Blogerzy zasypują inspiracjami i pomysłami na to co można zrobić u siebie własnymi rękoma. Postanowiłam, że nie zostanę w tyle. W środę miałam okazję być gościem u przemiłego małżeństwa. Mieszkają w ciepłym drewnianym domu. Lidka i Jarek prowadzą miejsce które zrzesza wszystkich pasjonatów drewna- domidrewno.pl
Dodatkowo Lidka ma swój kanał na youtube "Blondynka potrafi"  , który skierowany jest do innych kobiet, którym podpowiada jak można zrobić sobie w domu samemu to i owo. Takie DIY :))

Po spotkaniu z tak kreatywnymi i zakochanymi w drewnie ludźmi jestem pełna zapału do dalszego działania. 
Bardzo podoba mi się też to, że w ich dwójka synów fajnie angażuje się we wszystkie prace i również jest pasją swoich rodziców zarażana :)
Okazało się, że Lidka mieszka niedaleko mnie, ja bardzo dobrze znam już od dziecka jej siostrę Anię i w ten sposób zgadałyśmy się i postanowiłyśmy nagrać coś razem. 
Dla mnie to była pierwsza tego typu przygoda i stres na początku troszkę mnie zjadł. 
Tzn cała moja mowa początkowa gdzieś mi uciekła i niewiele powiedziałam o tym kim jestem, czym się zajmuję, ale mam nadzieję, że to nie jest nasz ostatni wspólny film i że następnym razem będzie lepiej. 
Nie obyło się też bez wpadek typu "o matko, gdzie możecie kupić taką masę plastyczną???" 
Wielka dziura w głowie.
Albo, że musimy użyć "KLEJA" yhym. KLEJA.

No, ale jak się chcecie pośmiać i zobaczyć jaka jestem już wielka ( 8 miesiąc robi swoje:)) )
to zapraszam :) 



Moje ptaszki zrobiłam z:
RĘCZNICZEK KUCHENNY YELLOW - www.ahojhome.pl
Mimo takiego samego wzoru do wycinania wyszły z niego zgrabniejsze ptaszki,
niż z ręczniczka Green Gate:
RĘCZNICZEK KUCHENNY OLIVIA PALE BLUE - www.ahojhome.pl
Do ozdobienia jaj z gliny rzeźbiarskiej użyłam serwetek:
SERWETKI OLIVIA PALE BLUE mini - www.ahojhome.pl
użyłam 6 serwetek.

No i na sam koniec filmik:


Czekam teraz na Waszą recenzję i komentarze :)
P.S Proszę pamiętać, że to mój PIERWSZY RAZ hihi

MIŁEGO DNIA!



Witajcie!

Dzisiaj tematem będzie nasz salon. Miejsce w którym spędzamy najwięcej czasu. Oglądamy tv, chociaż wiemy, że tv kłamie i ogłupia, zapraszamy znajomych, pijemy kawę i wcinamy pyszne domowe ciasto kiedy z wizytą przyjeżdża rodzina. Ostatnio salon przez cały dzień jest okupowany przez Zosię. W salonie najwięcej czasu się bawi (już chyba nawet nie chodzi o to, że w salonie jest tipi, tylko w salonie w szufladzie pod tv są wszystkie jej skarby najbardziej potrzebne do życia :) Ze swojego pokoju korzysta więc sporadycznie, a ja codziennie odkurzam i zbieram z dywanu resztki jabłek, chrupek i paluszków :) Urok dzieci w domu już wszyscy przecież znamy. Nie zamierzam nikogo oszukiwać, że nasz dom jest taki perfekcyjny codziennie.

Nie jest.

Ale jak posprzątam to robię zdjęcia i macie efekt posprzątanego mieszkania na blogu :)

No to może mały powrót do przeszłości ...

2012


2013 

krótko po tym jak się wprowadziliśmy i na blogu pojawił się pierwszy wpis.
Więcej zdjęć tutaj : SALON KWIECIEŃ 2013 ROK

Wiecie co... bardzo się cieszę, że z tych nudów zaczęłam blogować. To wszystko sprawiło, że dzisiaj jestem w tym miejscu w którym jestem, już mi się nie nudzi tylko zaczyna brakować mi czasu no i najważniejsze, poznałam tyle wspaniałych osób, zobaczyłam niezliczone ilości pięknych mieszkań, domów i inspiracji jak żyć. 
Można tak pięknie powiedzieć, że blogowanie sprawiło, że stałam się innym człowiekiem :)

P.S Matko te podpisy na zdjęciach, te kable po prawej stronie, te puste ramki 
(tyle darmowych grafik do pobrania w internecie, a ja miałam puste ramki :)  )


Jak nasz salon wygląda teraz? 

2015
ZAPRASZAM

Spełniło się moje marzenie o tym, by wymienić narożnik na białe Ektorpy.
Brązowy dywan też już dawno ma nowych właścicieli, a na jego miejscu pojawił się jasny włochacz.
Brudzi się to fakt, ale tego nie unikniemy. Właśnie planuje go wysłać do pralni, bo już się o to prosi.



Plakat przelicznik kulinarny- Lemon Ducky

Tak właśnie wygląda teraz.
Ostatnio kiedy opublikowałam na facebooku zdjęcie naszego salonu z podpisem, że go kocham, jedna osoba napisała, że salon jest pusty i bez wyrazu- ale ma potencjał. 
Wow.

Dla mnie i mojej rodziny nasz salon jest idealny już teraz. 
I pewnie czeka go jeszcze sporo zmian, bo mam już wobec niego plany 
(jak np. wypełnić ściany fajnymi zdjęciami rodziny itp.) to nie robimy tego teraz bo nie można mieć wszystkiego od razu, od tak, bo nam się chce.
Sami doskonale wiecie, że nie wszystko można mieć na JUŻ.
I my nie mamy. Ale te drobne zmiany co jakiś czas bardziej mnie cieszą, mam więcej czasu na to by sobie przemyśleć, czy to co wymyśliłam to dobry pomysł i czy za jakiś czas nie będę czasem żałować.

Druga strona tego jest taka, że to co podoba się mi, nie musi się podoba wszystkim.
Kocham jasne białe wnętrza z odrobiną koloru, ale szanuję to, że są w blogosferze mieszkania, które są piękne, ciemne, nie takie skandynawskie. Bardziej nawet rustykalne. Zachwycam się nimi i podziwiam, ale ja nie czułabym się w nich dobrze. Ale cieszę się, że każdy ma inne zdanie i każdy ma prawo pokazać tutaj kawałek swojego świata i kawałek swojego spojrzenia na to jak powinno wyglądać piękne wnętrze. 

P.S Pierwsze kroki w kierunki sypialni moich marzeń zostały poczynione.
 Pożegnaliśmy w weekend fioletowe ściany. 
Kto obserwuje mój INSTAGRAM ten jest już pewnie znudzony tym tematem :) 
Kto nie kliknął jeszcze OBSERWUJ to zapraszam :))

MÓJ INSTAGRAM

Dziękuję Wam bardzo za to, że do mnie zaglądacie.
A i jeszcze jedno, czy czcionka w nowym szablonie nie jest czasem za mała? :)

Pozdrawiam Was ciepło





Po tym co zobaczycie poniżej już dawno nie został nawet mały ślad.
Miałam Wam wrzucić zdjęcia po których pobiegniecie do sklepu po biszkopty i mascarpone, 
ale właśnie wtedy się okazało, że na blogu bałagan, więc dałam sobie spokój.
A tak apropo...
jak Wam się podoba nowa odsłona Scandinavian Home? :)
Ja jestem zachwycona. Wreszcie blog ma ręce i nogi.
Przepis z jakiego korzystałam to ten:
KWESTIA SMAKU- TIRAMISU
 
 
W przepisie żółtka powinny być ubite na prawie białą, puszystą masę hmm mi tak nie wyszło. 
Wręcz przeciwnie. 
Ale nie zraziłam się, robiłam wszystko dalej tak jak w przepisie i wyszło mega pyszne!
 
Już kiedyś na blogu podawałam przepis na tiramisu. 
Więc teraz mała korekta- ten przepis jest lepszy niż poprzedni :) 
 
Wczoraj miałam też wizytę u lekarza. No i niestety, 
czeka mnie 3 tygodnie leżenia, bo mały pcha się na świat. 
Trzeba troszkę zwolnić tępo. 
Potwierdziło się, że będzie chłopiec.
Waży już całe 1500kg, fika w brzuchu jak szalony, a to sprawia, że ja sama nie mogę się już doczekać kiedy będzie już z nami. Do tej pory tak jak w pierwszej ciąży omijamy rozstępy szerokim łukiem i mam nadzieję, że tak już zostanie i nic mi na ostatnią chwilę nie wyskoczy ;))
Na wadze plus 8 kg, więc nie ma tragedii. Chyba nie pobiję mojego +17kg z pierwszej ciąży.
Oby, bo od maja do lata bardzo krótka droga, a człowiek chciałby w tych krótkich kieckach jakoś wyglądać.
Rozglądam się za wózkiem, nie wiem sama czego chce, bo wybór jest ogromny.
Jutro czeka mnie w domu malowanie, przestawianie... a ja mam leżeć.
Cudownie :)
Ale wykorzystam ten niespodziewany urlop i będę sobie leżeć i leżeć. A co...
 
Witajcie!

Jak widzicie na blogu trwają prace i zmienia się szablon.
Miałam nie dodawać nowych wpisów, 
ale po wczorajszych zakupach nie mogłam się powstrzymać ;)

Także miejcie na uwadze, że na blogu jest remont, nie wszystko działa i wygląda tak jak powinno, ale to nie jest jeszcze efekt końcowy. Na to jeszcze pewnie poczekamy do końca tego tygodnia :) 

Tak apropo zabawek dla dzieci, kiedyś mi ktoś napisał czy my tylko kupujemy ładne zabawki. Staram się kupować ładne zabawki kiedy mam taką możliwość. Jeśli mam możliwość to kupuję drewniane, metalowe- te z klimatem i magiczne. Ale żyjemy w takich czasach, że plastiku nie da się ominąć, ale jak widać poniżej te plastikowe też mogą być ładne.

Faza na Peppę w naszym domu trwa w najlepsze. Maskotki, bajki, piżamki- faza w pełni.

I taki ładny zestaw SZKOŁA ze świnką Peppą i cała ekipą mamy od wczoraj u siebie w domu.
Do tego dochodzi jeszcze aparat fotograficzny. O mało nie padłam jak zobaczyłam Zośkę idącą z moim aparatem... 
to sprawiło, że już 10 minut później miała zamówiony swój :) hihi

Witajcie!

Nadszedł ten dzień i czas ogłosić wyniki naszej zabawy!

Bardzo mi miło i bardzo Wam wszystkim dziękujemy za tak liczny udział :) 

Niestety nagrody są tylko dwie, a już za chwilkę dowiecie się kto został szczęśliwym zwycięzcą ...

Witajcie!

Niosę Wam dzisiaj moją małą relację z wydarzenia, które miałam okazję odwiedzić we wtorek. Chodzi o targi wyposażenia wnętrz HOME DECOR oraz MEBLE POLSKA 2015, które odbywają się w Poznaniu. Mieście do którego mam "żabi skok" :)  Kto jest z Poznania i okolic to jeszcze jutro ma szanse się wybrać, bowiem targi trwają od 17 do 20 lutego.

Nie mogło mnie tam zabraknąć.
Na pierwszym miejscu było dla mnie wydarzenie zwane HOME DECOR, a co ciekawe jednak MEBLE POLSKA 2015 przypadło mi do gustu zdecydowanie bardziej.
Bardzo duży wybór pięknych (i troszkę mniej pięknych też:) ) mebli. 
Cudowne krzesła, sofy (jedna to mi się nawet śni w nocy teraz), fotele.
Wygodne materace, łóżka i cała masa innych cudów. 
To sprawiło, że zdecydowanie wydarzenie związane z branżą meblarską zdobywa moje 5 gwiazdek :) 

Zapraszam Was na przegląd foto :)

Witajcie! :) 

Miałam apetyt na wiosenny akcent w naszym domu. W kwiaciarni ciężko się zdecydować, wybór tulipanów mógłby przyprawić człowieka o zawrót głowy. Zawsze jak wchodzę do kwiaciarni to wariuję. Wiecie co... ten specyficzny zapach unoszący się w powietrzu, tyle pięknych nawtykanych w wazony śliczności. Gotowe bukiety ustawione gdzieś z boku. 
Takie mające sprawić radość obdarowanej osobie. 
Cudna praca. 

Wiecie, bo przyszło mi do głowy czy są tu osoby, które marzyły kiedyś o posiadaniu własnej kwiaciarni? Albo o tym by być kimś z mojej poniższej listy wymarzonych zawodów? ;) 

ARTYSTA 

Jeśli chodzi o zawodowe wybory, to można powiedzieć, że jednak mam duszę artysty. 
Mam potrzebę tworzenia, mam potrzebę otaczania się pięknem. Skończyłam Liceum Plastyczne na profilu ceramika użytkowa. Można powiedzieć, że teraz żałuję tych niewykorzystanych możliwości. Dwa razy w tygodniu siedzieliśmy sobie w pracowni i dłubaliśmy w glinie. Projektowaliśmy, wkładaliśmy nasze małe dzieła do pieca z drżeniem serca czy tylko uda się wypalić i czy czasem po otwarciu pieca nie zastaniemy naszej pracy w małych kawałkach.
Nigdy nie wiadomo.
Dreszczyk emocji. 
Później szkliwienie, projekty szkliwień i te sprawy. Wiecie co ... lubiłam to, ale nie doceniałam. Teraz sobie myślę, ile bym oddała by móc sobie iść dwa razy w tygodniu na cały dzień do pracowni. Ile bym dała za ten czas lepienia i projektowania. Ile pięknych kubeczków i dzbanków mogłam wtedy zrobić ... ile człowiek stracił. Mieliśmy też wyjazd na plener do kaflarni. Projektowaliśmy kafle... Nawet wtedy mój został uznany za najpiękniejszy... niestety nie mogę wyszukać nigdzie zdjęcia, żeby Wam pokazać jak wyglądał...

Teraz jest mi okropnie wstyd i szkoda, że tak to olewałam. Życiowe błędy. 
Pociesza mnie to, że teraz otacza mnie piękna porcelana. 
Chociaż tyle mi zostało.

WEDDING PLANNER 

Jak mieliśmy brać ślub to znowu zobaczyłam ile jest możliwości w tej dziedzinie. Zastanawiałam się dlaczego ludzie u nas jeszcze podchodzą do tematu tak ostrożnie. Zamarzyło mi się bycie wedding plannerką hihi :) Teraz sobie to wspominam z uśmiechem na twarzy. Ale do dzisiaj, mimo że już po ślubie prawie 2 lata lubię się przyglądać na zagranicznych stronach jak piękny może być ten dzień...

PIEKARZ/ CUKIERNIK/ WŁAŚCICIELKA KAWIARNI 

Jeszcze jedno to co mi w głowie siedzi głęboko...taka cukiernio-piekarnia w domowymi ciastami, że chleby na zakwasie i kawę można jeszcze wypić i kawałek dobrej książki przeczytać. Miejsce dla ludu. Pełne pozytywnej wibracji. Gorące bułki w wiklinowych koszach. Tarty z budyniem i owocami sezonowymi. Pięknie zaprojektowane wnętrze, zawsze świeże kwiaty w wazonach.

Koniec końców nie jestem florystką, cukiernikiem ani wedding plannerką. Nie jestem też artystką, która siedzi ze szpatułkami nad kawałkiem gliny i dłubie cuda. Jestem blogującą mamą, która razem z mężem prowadzi sklep z piękną porcelaną... Kocham piękne wnętrza, a pasję przelewam na nasze mieszkanie, które podoba mi się jak żadne inne :) Lubię też czasem doradzić coś znajomym w tej kwestii  i cieszę się, że robię to co kocham. Tydzień temu jeszcze coś innego przyszło mi do głowy i siedzę od kilku dni i szkicuję. Mam nadzieję, że mój pomysł wypali. 
Dzisiaj przede mną ważne spotkanie, które przesądzi o być i nie być projektu.

Takie mi się nasuwają wnioski, czy tylko ja jestem taka w gorącej wodzie kąpana? 
Trzy sroki za ogon bym najchętniej ciągła, wiecznie coś mi w tej głowie świta i nie umiem w miejscu usiedzieć. Tak mnie to przeraża ile jest do zrobienia, ile do zobaczenia. Tak nam to życie szybko płynie. Nie umiem tak za rok, na później. Boję się tej starości, że usiądę i pożałuję... że będę siedzieć w bujanym fotelu ze skwaszoną miną i zrzędzić i się użalać- "a to miałaś zrobić i Ci odwagi zabrakło",  "a to też miałaś w planach i nawet palcem nie kiwnęłaś" ... już wiecie co... już wolę siedzieć i żyć z myślą, że spróbowałam. A że nie wyszło... i tak się zdarza. 
Trzeba się podnieść i iść dalej. 

Jeszcze tyle przed nami... 

Kto ma swoje pierwsze mieszkanie (albo dom) ten chyba wie, że priorytety zawsze są takie,
żeby najpierw urządzić kuchnię i łazienkę. Reszta jest już tylko dodatkiem, mimo że bardzo ważnym to jednak pierwsze dwie pozycje wiążą się w największymi kosztami, nie wyobrażam sobie też nie mieć gdzie ugotować czy się wykąpać za to mieć w salonie wspaniałą kanapę na której mogę sobie posiedzieć (ale tylko głodna i nie umyta) no bo przecież ważniejsza była ta kanapa niż kuchnia 
czy fajny prysznic. 
Priorytety, priorytety :) 
Wiecie o co chodzi? 

Kiedy się wprowadziliśmy to nie mieliśmy podłączonego w kuchni kranu. 
Zmywałam więc przez pierwsze dwa tygodnie naczynia pod prysznicem 
(o sic! ale wtedy przeklinałam), 
no bo zmywarka była, ale też musiał przyjechać hydraulik. 
Żaden inny nie miał czasu, czekaliśmy więc dwa tygodnie i dzień kiedy podłączył kran 
wspominam jako ten piękniejszy :) 

Macie takie historie na swoim koncie? Opowiadajcie, czekam w komentarzach :)

Teraz przychodzi czas, kiedy wreszcie zrobimy po dwóch latach mieszkania tutaj wnękowe szafy. 
Wnęka czeka :) 
Nigdy tego nie pokazuje, bo mnie to już tak denerwuje (niżej w sypialni zobaczycie:)... 
Ale zawsze są inne wydatki,  zawsze na coś innego.
Mój mąż to już się nawet nauczył żyć bez tych szaf. 
Wcale się nie dziwię, przecież on nie musi układać w małej szafie i jednej komodzie, prawie wszystkich naszych ciuchów. Zawsze jak mam to zrobić to już się tak na to wściekam.
Dobrze, że się teraz rodzina powiększy. 
Przynajmniej jest chłopak przyciśnięty do muru i szafa będzie.

Ufff...

To samo z kinkietem w łazience. Kabelek sobie dynda. Człowiek wieczorem chciałby sobie zapalić światełko, zmyć w buźki dokładnie resztki maski (podkłady, cienie, tusze i te sprawy)... no i nie ma. Kabelek jest. I tutaj właśnie wkrada się ta rutyna, to przyzwyczajenie. No bo przecież żyjemy bez tego dwa lata to i dwa następne jakoś zlecą. Druga sprawa jest taka, że jeszcze nie spotkałam czegoś co by mi tutaj idealnie pasowało. Jak już coś ładnego to zdecydowanie za duże rozmiary.
I nie wiem już sama na co się zdecydować...


A tak przy okazji prezentacja brzuszka.
Aż się boję co to będzie... dzisiaj zaczynamy 3 trymestr :)


I przechodzimy do gwiazdy tego wpisu. 

SYPIALNIA

Cudowne spanie przez pierwszy rok w salonie na rozkładanej kanapie. Później mały awans. Jest materac. I tak śpimy sobie na tym materacu już kolejny rok. Ale teraz już basta i koniec i kropka. Trzeba zaplanować sypialnię. Bez szaleństw, ale kącik dziecka będzie się musiał właśnie w niej znaleźć, mi już z tym z dnia na dzień rosnącym brzuchem też coraz gorzej wstaje się z podłogi.
I generalnie chodzi też o komfort snu. Lepiej śpi się wyżej.

Tak wyglądała dwa lata temu. Możecie tutaj zobaczyć też miejsce na szafę ;)


Tak to wygląda mniej więcej z góry :)


Nie wiem co mi wcześniej odbiło i ściany mamy fioletowe (aaa!).
To chyba wynik braku mojej konsekwencji.
Dwa lata temu nie miałam w sobie jeszcze tyle asertywności co dzisiaj :P 
Pan w sklepie powiedział, że w sypialni to lepszy ciemniejszy kolor, bo się lepiej śpi. Haha. Jasne. Dziękuję bardzo. Mi się nie śpi lepiej, co ciekawe nie mogę już tego fioletu znieść za grosz.
 Będzie nudno, będzie biało, ale będzie przemalowane i będę zadowolona. Pooddycham wreszcie świeżym powietrzem. Ten fiolet jest przytłaczający. To chyba wina tego odcienia, taki ciężki brrr :)
W sypialni musi się zmieścić biurko na komputer i łóżeczko dla maluszka.
Myślicie, że taki układ jaki sobie zaplanowałam powyżej jest ok?
Jak macie lepszy pomysł to piszcie :)

NASZE ŁÓŻKO

Uwielbiam te łóżka takie proste, tylko delikatny zagłówek, a z przodu pięknie ułożona narzuta.
 Dużo poduszek, pięknych poduszek ... ahh. Tak właśnie to widzę. 
Dlatego łóżko wybrałam najprostsze z możliwych i jedno z tańszych jakie udało mi się wyszukać w internecie.Oczywiście tutaj będę nudna- biały kolor :)





 W sypialni chciałabym wprowadzić trochę świeżości.
Chciałabym spać w białej pościeli i nakrywać łóżko taką pasiastą narzutą.
Od czasu kiedy Zosia ma to swoje błękitne łóżeczko, jakoś nie mogę się odgonić od tego koloru.
Prześladuje mnie i co ciekawe szalenie mi się podoba ;)


W oknie marzy mi się rzymska roleta zaciemniająca, ale chwilowo planuje powiesić zwykłe białe zasłonki. Po bokach łóżka może kinkiety. Coś tego typu jak na zdjęciu niżej.
I oczywiście nie może zabraknąć koszyków na różności
(w nawiązaniu do reszty mieszkania gdzie pojawiają się wiklinowe akcenty)


1.Ikea 2.Markslojd 3.Ikea
Zastanawiam się co zrobić z gołymi ścianami. Może jakieś plakaty? 
Wszystko wskazuje na to, że na początek będzie skromnie.
Sama nie mogę się już doczekać tych wszystkich zmian.

I jeszcze mały komunikat.
W radosnych podskokach niosę wieść, że w marcu odbędzie się w naszym mieszkaniu sesja
dla magazynu "Moje mieszkanie".

To było moje marzenie, dlatego sama nie wiem czy to dobrze, że chwalę się przed czasem,
ale cieszy mnie to tak ogromnie, że nie potrafię dłużej trzymać języka za zębami :))))

uściski radosne

Witajcie!

Wczoraj w sklepie powitaliśmy nową kolekcję Green Gate.
To jest zdecydowanie mój numer jeden jeśli chodzi o marki, które mamy w swoim asortymencie.
Bardzo wysoka jakość, piękne wzory. Jest w czym wybierać i jest do czego wzdychać :) 

Kto się ze mną zgadza? :) 

Gdzieś pomiędzy sprzątaniem w magazynie, układaniem wszystkiego na półkach i pakowaniem Waszych zamówień zrobiłam kilka fotek, żeby przybliżyć Wam plus minus co takiego przyjechało. 
Ja zawsze wolę oglądać tego typu zdjęcia, niż te katalogowe. 

Piękna kolekcja Simone white.
Po zamówieniach już widzę, że podoba Wam się równie bardzo.
Na wiosnę te pastelowe kolory i kwiatuszki- to się nigdy nie znudzi. 
Tego jest zawsze niedosyt po zimie :) 

 
 
 

Audrey indigo & Lucia indigo



Sophie vintage & sztućce Simone white


Była też chwilka na łyk gorącej czekolady z miejscowej kawiarni :) 


I na koniec mały przegląd miseczek po rozmiarach :) 

Tak to mniej więcej wygląda :) 



Jest tu ktoś kto kocha Green Gate tak jak ja? :) 

Miłego dnia!